Menu

Tomek i Opelele. Historie z Królestw Siedmiu Gór - przewodnik.

To jest blog, który jest wprowadzeniem do książki „Tomek i Opelele. Droga Smoka” to historia o przygodach zwykłego chłopca Tomka i Czarodziejki. Chcę tu umieszczać ciekawostki, ze świata Królestw Siedmiu Gór, które nie zmieściły się w książce.

Opowieść o Miłości, kamieniu Be`Tha`ϔ i stworzeniu „Twierdzy Słońca” cz. I

thomaswallberg

Kilka dni później nadarzyła się sposobność, aby porozmawiać z Opelele nie, co dłużej. W piątek miałem czas, aby przysiąść i posłuchać o ciepłych krainach Królestwa Siedmiu Gór. Miałem na to ochotę bo nad Anglię nadciągnęło zimne powietrze z północy. Po raz pierwszy od lat w listopadzie spadł śnieg. Biały puch pokrył wszystko dookoła.

„Szkoda, że stopi się do świąt” – pomyślałem. Zrobiłem sobie herbatę i usiadłem w fotelu. Skończyłem duży projekt dla amerykanów i wreszcie mogę sobie pozwolić na relaks.  Ostatnie dni była naprawdę ciężkie no, ale dziś mogę wreszcie pomyśleć o chwili dla siebie. Spojrzałem na zegarek, 15: 46 za chwilę zajdzie słońce i pojawi się czarodziejka.  I rzeczywiście Opelele przyszła piętnaście minut później.

- No hej – powiedziałem do niej pierwszy, kiedy tylko uchyliła kotarę.

- Witaj – uśmiechnęła się i przysiadła sobie na biurku naprzeciwko mnie. Poprawiła spodenki.

- Powiedz mi dziś o czymś, co związane jest ze słońcem – powiedziałem wesoło.

- Związane ze słońcem – powtórzyła, po czym zamyśliła się przez chwilę.  Stópkami merdała w powietrzu. Spojrzałem na jej buciki miała te swoje zabawne pantofelki z wyhaftowanym pięknym, zielonym drzewem. „To pewnie Ghees`dØ” pomyślałem.

–A co zimno ci – uśmiechnęła się i szybciutko wstała, po czym wzbiła się w powietrze. Po chwili była przy oknie i przykleiła nos do szyby.

- Chyba u was to śnieg nie pada zbyt często, co? – Powiedział nie patrząc na mnie.

- No nie, dlatego opowiedz mi o czymś, co się działo gdzieś gdzie było ciepło – popiłem łyk herbaty. Ona wciąż patrzyła przez okno. Po chwili odwróciła się i przysiadła znów na biurku.

- Dobrze, wiem, co powiem. To będzie historia Kamienia Światła a właściwie miłości i kamienia – powiedziała zaczepnie.

- Miłości i kamienia, brzmi intrygująco – odparłem.

- No wielkiej wojny – uśmiechnęła się.

Wielkiej wojny, no dobrze może być Kamień Światła, miłości i wielkiej wojny –byłem zadowolony.

- No i Twierdzy Słońca – dodała. 

Poprawiłem się w fotelu i zacząłem słuchać takiej o to historii.

- Ponad sześćset lat temu – zaczęła czarodziejka - w Gudha Sũraya rządził wilki Król Giammon. Był wielkim na dwa metry siłaczem, słynnym ze zręczności w sztuce władania mieczem i czarami. Wspaniałym mężnym wodzem i sprawiedliwym władcą, którego kochali poddani.

Miasto o którym ci wcześniej opowiadałam  nie wyglądał tak jak dziś. Było równie piękne, ale zupełnie inne. Na Świętym Wzgórzu w miejscu obecnej twierdzy wznosił się równie wspaniały zamekNazywany Wschodzące Słońce a to ze względu na wielką marmurową wierzę stojącą w centralnym miejscu. Była tak wielka, iż ten, kto znajdował się na jej najwyższej galerii widział wschód wiele minut przed tym zanim można było go zobaczyć z murów twierdzy.  Jej czubek w brzydkie dni ginął w chmurach.

- W chmurach? – zdziwiłem się.

- Tak, chmury nawet w takich pustynnych rejonach są też chmury – spojrzała na mnie lekko zbita z tropu – u was też chyba pada deszcz jak to się nazywa. Afryka? Tak?

- Masz rację, są też pory deszczowe –

- No właśnie. Powracając do tematu jak się domyślasz nie o piękne widoki chodziło –

- Masz rację – odparłem spokojnie.

- Tak to było przy okazji, że tak się wyrażę – zaśmiała się – Chodziło o bezpieczeństwo, z ostatniej galerii doświadczony tropiciel był wstanie zauważyć nadciągające zagrożenie. Podobno na sto mil od miasta a było to na dwa wieki przed epoką Wielkich Podniebnych Fregat[i]. No, ale w całej historii nie chodzi o budowle – spojrzała na mnie badawczo, nie wiedziałem, o co jej chodzi - Król Gammon miał przepiękną córkę – zaczęła mówić jak gdyby nigdy nic - na imię jej było Ashia. Był przepiękna miała kruczo czarne włosy, oliwkową cerę i piękne zielone oczy. Była mądra i delikatna. Nazywana przez poddanych jej ojca Motylem Świtu. Wszyscy mieszkańcy Twierdzy Słońca wprost ubóstwiali ja. Każdej wiosny dwudziestego trzeciego dnia miesiąca ynha, czyli twojego czerwca, przystrajali miasto kwiatami na jej cześć. Kiedy skończyła dwadzieścia jeden lat, jej ojciec postanowił ją wydać za mąż. Jednego nie widział jak znaleźć odpowiedniego kandydata. Musze dodać, iż miała ona jeszcze jedenaścioro braci i sióstr, dużo prawda – zapytała nieoczekiwanie.

- Sporo - odpowiedziałem nienaturalnie szybko.

- Była dla ojca wyjątkowa. Dlatego długo zastanawiał się jak to zrobić. Chodził po swoich wspaniałych komnatach, których w pałacu było ponad pięćset w tą i z powrotem zadając sobie nieustannie pytania, co ma począć. Prowadził długie dysputy ze swoimi mędrcami. Słuchał i myślał, myślał i słuchał. Aż wreszcie postanowił! Wyda przyjęcie dla młodych szlachetnie urodzonych kawalerów ze wszystkich krain we własnym pałacu. Ale tych najprzystojniejszy i najlepiej urodzonych.

- Wybredny? – Powiedziałem z uznaniem.

- Kochał córkę – odparła czarodziejka – Królewscy kaligrafowie napisali atramentem ze złota piękne listy. Wręczono je najszybszym posłańcom, którzy puścili się pędem na najszybszych rumakach we wszystkich kierunkach Królestw. Musieli odwiedzić dwieście zamków i pałaców, siedzib najbardziej wpływowych rodzin. Ich wierzchowce widziano na południu w Piriam i Castello del Mille Tori. W środkowym królestwie w Cisowym Zamku. Na zachodzie w Twierdzy Ulu i wielkiej warowni Dun. Nie mogło ich zabrakną w zielonym Løkken na Północy. Dopłynęli do surowych Smoczych Wysp i wspaniałych Wysp Książęcych. Dotarli nawet do Samotnej Wyspy daleko na zachodzie. Nie pojawili się tylko w dwóch miejscach w Mrocznym Królestwie i na Górze Thumuld zamieszkanej przez potężnych Magów.

- Czemu? – Zapytałem.

- No jak – zdziwiła się Opelele - Mroczne Królestwo to kraina śmierci. Więc nikt przy zdrowych zmysłach nie pomyśli, aby wydać swoje ukochane dziecko za kogoś z mrocznej krainy. Jeśli chodzi o magiczną górę, król pomyślał, że magowie nie myślą o tak zwykłych sprawach jak ślub. Te dwa założenia okazała się brzemienne w skutki.

- Czyli? – poczułem się mocno zaintrygowany.- No właśnie, tak naprawdę cała historia zaczyna się dopiero teraz – odparła mała czarodziejka.

 

[i] W kolejnych odsłonach opowiem o wspaniałych Podniebnych Żaglowcach.

© Tomek i Opelele. Historie z Królestw Siedmiu Gór - przewodnik.
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci